Sylwester w Dahab 2014/2015

Sylwester… dla mnie zawsze łączył się z przymusową zabawą, bo w tę noc wszyscy muszą się bawić rewelacyjnie. Najlepiej na najlepszym balu w mieście. W Krokodylach tradycją już jest grudniowy wyjazd do Dahab. Ja czuję się tam świetnie, a pomimo tego, że niektóre miejsca nurkowe znam na pamięć, za każdym razem znajdzie się coś, co mnie zaskoczy (oczywiście pozytywnie). Atmosfera tego małego miasteczka sprawia, że wracam tam zawsze jak do siebie. Więc dlaczego nie przywitać tam Nowego Roku?? :­-)

img 9969

Jak wiadomo Dahab jest mekką nurkowania technicznego, jest też jednak idealnym miejscem, żeby zacząć swoją przygodę z nurkowaniem albo rozwijać swoje podwodne umiejętności. Łącząc to z odrobiną słońca w środku zimy, wychodzi mieszanka idealna, wyjazd idealny 😀 Ekipa zebrała się dosłownie z całej Polski od gór po morze, tak więc startując z trzech różnych lotnisk, wszyscy spotkaliśmy się w Egipcie 30 grudnia. Po ulokowaniu w swoich pokojach następnego dnia byliśmy gotowi na podbój Morza Czerwonego.  Pierwszy dzień – czyli dobieranie balastu, wyważenie się i spokojne nurkowanie na rafie Light House, która jest domem dla bardzo przyjaznego i całkiem dużego żółwia. Light House znajduje się dosłownie kilka kroków od bazy nurkowej Planet Divers, więc nie było większych problemów z dostarczeniem dodatkowego ołowiu dla tych, którzy zapomnieli, że Morze Czerwone ma ponad 40 promili zasolenia :-). I tak spokojnie zakończyliśmy pierwszy dzień, ale tylko nurkowo, bo czekała na nas przecież impreza sylwestrowa przygotowana przez hotel.

Na początku wiadomo wszyscy siedzieli w swoim własnym towarzystwie, ale to miało się dość szybko zmienić… Organizatorzy zaskoczyli nas kilkoma występami, i tak można było zobaczyć pięknie obracającego się pana w kilku spódnicach :-P, ci którzy spróbowali to powtórzyć doskonale wiedzą, że nie jest to takie łatwe na jakie wygląda. Odwiedził nas też zaklinacz węży, z którymi kilku śmiałków z publiczności postanowiło zapoznać się trochę bliżej, wydaje mi się, że niektórzy z nich nawet zbyt blisko :-). Nie mogło zabraknąć również tradycyjnej egipskiej rozrywki, czyli tańca brzucha. Atrakcja głównie dla panów, ale czy ten występ był naprawdę atrakcyjny… pozostawiam to Waszej ocenie :-). Później były dzikie tańce przy muzyce DJ’a Hassan’a, aż do wybicia Nowego Roku. O północy co bardziej odważni wskoczyli do basenu (trzeba napomknąć, że nieogrzewanego basenu… brrrr). Zabawa trwała do rana i chyba nie było żadnej osoby, która źle by się bawiła.

Przez resztę wyjazdu skupiliśmy się na nurkowaniu, odwiedziliśmy najsłynniejsze i najpiękniejsze miejsca nurkowe w Dahab. Każdy nurek, słysząc nazwę Dahab myśli Blue Hole, ale to nie jest wszystko, co ta część półwyspu Synai oferuje pod wodą. Oczywiście odwiedziliśmy to miejsce, zanurzając się w Bells’ach (mały pionowy kanion), przepłynęliśmy przy ścianie rafy schodzącej pionowo na głębokość niedostępną dla nurków rekreacyjnych, aby wynurzyć się w słynnym Blue Hole’u. Moim ulubionym miejscem nurkowym w tych okolicach jest Canyon i, ku naszej uciesze, powróciła tam gigantyczna murena, która na kilka miesięcy popłynęła mieszkać gdzieś indziej. Pomimo dość silnych prądów przy wyjściu z małej zatoczki wszyscy nurkowie, ci bardziej doświadczeni, jak i „świeży narybek”, poradzili sobie bez problemu. Na nurkowaniach nie zabrakło żółwi (posilających się czy śpiących), które nie przejmowały się naszą obecnością. Udało się nam spotkać także napoleona – spotkanie dużej sztuki zawsze powoduje uśmiech na twarzy nurka. Na wyjeździe do Doahab nie może zabraknąć także nocnego nurkowania, a na te wybrali się tylko najwięksi twardziele, z wcześniejszego nurkowania wróciliśmy w piankach i już dość zmarznięci zanurzyliśmy się w przy Light House. Dzięki temu, co zafundowała nam tego wieczoru rafa domowa, całkowicie zapomnieliśmy o tym, że trochę nam zimno i wyszliśmy z wody z uśmiechami na twarzy. Pod wodą nie zabrakło skorupiaków, które ciężko zobaczyć w ciągu dnia, między nami pływały małe mątwy i barakudy, a na zakończenie nurkowania odwiedziliśmy żółwia, który już szykował się do snu. W trakcie tego tygodnia, każdy nurek z naszej ekipy zdobył sporo nurkowego doświadczenia i, pomimo dość niskich temperatur (jak na Egipt), naładował się słońcem i dobrą energią.

Dahab poza dużą ilością miejsc nurkowych jest także bardzo urokliwym miasteczkiem, gdzie wieczorami można zjeść kolację ze świeżych owoców morza, ale nie tylko (codziennie w innej restauracji) na samym brzegiem morza, gdzie obsługa umyje ci nawet ręce 🙂 albo zapędzić się trochę dalej w głąb miasta, żeby spróbować lokalnych falafelii (opcja tylko dla odważnych). Punktem obowiązkowym jest wizyta u Omara na najlepszą shishę w Dahab, albo i całym Egipcie :-). Przechodząc po nadmorskim deptaku poza restauracjami, mijamy także tysiące sklepików z różnymi lokalnymi przyprawami oraz pamiątkami, które po powrocie do domu przypominają nam słoneczny urlop w środku zimy… Po takim tygodniowym wypoczynku, jesteśmy gotowi, aby przeżyć w Polsce resztę bezsłonecznej zimy. Krótko mówiąc, taki urlop polecam każdemu, kto lubi wyzwania (a nie leżenie plackiem na leżaku) i potrzebuje od czasu do czasu naładować swoje baterie słoneczne. 🙂